• Wpisów: 1
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 16:54
  • Licznik odwiedzin: 436 / 1530 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
monikaimarcin
 
Monika wolnym krokiem szła w stronę uczelni. Do rozpoczęcia zajęć miała jeszcze godzinę, więc nie musiała się spieszyć.Rozmyślała o tym, że gdy zapłaci raty za akademik za trzy miesiące z góry jak planowała, niewiele jej zostanie.Postanowiła że zastanowi się nad tym później.Jej współlokatorka Karolina pewnie jeszcze spała.W nocy napisała jej że zostaje na noc u Grześka, swojego chłopaka, którego poznała miesiąc temu.Monika lubiła go,okazał się odpowiedzialnym facetem. Uśmiechnęła się na myśl o tym jak bardzo Kala była wieczorem podekscytowana myślą o randce.
Idąc, myślami była daleko od rzeczywistości o od otoczenia.Jednak nagle usłyszała kłócącą się na chodniku parę, kilka metrów przed nią. Dziewczyna, sczupła wysoka długowłosa blondynka rzuciła bukiecikiem róż podarowanym przez chłopaka o chodnik. To na tym chłopaku wzrok Moniki zatrzymał się na dłużej.Wysoki, szczupły ale dobrze zbudowany śliczny brunet, dżinsy i długi skórzany płaszcz dodawały mu uroku. Dziewczyna krzyczała w złości:
-Jesteś najgorszym idiotą, jakiego kiedykolwiek poznałam!!Z nami koniec! Myślisz że głupimi kwiatkami przeprosisz mnie?! Moje zranione uczucia?!Debil!
-Ale Sandra,poczekaj...Sandra!-chłopak chciał coś powiedzieć, lecz ślicznotkaz wyrazem wyższości na twarzy, którego Monika tak u innych nie lubiła, odbiegła.
 Chłopak podniósł bukiet, patrząc za odchodzącą Sandrą. Lecz nagle jego wzrok zatrzymał się na Monice.
 Była średniego wzrostu szczupłą,uroczą dziewczyną. Czarne włosy do ramion oplatały jej twarz.Pod wpływem jego spojrzenia zarumieniła się, i chciała odejść szybkim krokiem,lecz zatrzymały ją jego słowa:
-A może ty weźmiesz ten bukiet? Mi już na nic się nie przyda...a przynajmniej śliczny bukiet dla ślicznej dziewczyny, kwiaty się nie zmarnują.Zresztą sama widziałaś...
 Nie wiedząc co powiedzieć, utkwiła wzrok w jego oczach. Piękne, ciemnobrązowe,sprawiły że po raz drugi mocno sie zarumieniła.
-Hmm...nie powinnam, w końcu nawet Cię nie znam, ale...ok, wezmę je.Uwielbiam róże.
 Uśmiechnęła się, on odwzajemnił uśmiech.Przez chwilę pomyślała że tamta dziewczyna musi być idiotką,odrzucając go.
-Jak taka śliczna dziewczyna ma na imię?-spytał,ponownie słodko się uśmiechając.
-Monika...
-Marcin...miło mi.Czy...mógłbym zaprosić Cię na kawę?
 Znów spojrzał jej prosto w oczy.Sama nie mogła uwierzyc w swoje słowa:
-Chętnie.
-Mam nadzieję że nigdzie się nie spieszysz?
-Mam zajęcia za godzinkę. Ale...nic się nie stanie, jeśli trochę się spóźnię.
-Aha...więc zapraszam.
 Monika w myślach nadal nie wierzyła, że właśnie teraz idzie na kawę, z obcym przystojnym mężczyzną. Spodobał jej się.
 Weszli do małej kawiarni.Wokół panowała urocza atmosfera.Odsunął jej krzesło szarmanckim gestem,uśmiechając się.
-Proszę,madame.
-Dziękuję.
-Czego się napijesz?
-Hmm...duża czarna.Inaczej usnę na zajęciach.
-Ojj...kiepska noc?
-Owszem.Nauka, a potem...przyjaciółka dopiero o drugiej napisała że nocuje u chłopaka, i nie wróci na noc.
-Ehh...no tak, a ty pewnie się martwiłaś.
-Nigdy tak nie robiła.
 Marcin zamówił dwie czarne kawy.
-Mieszkacie razem?-spytał.
-Tak.
-Akademik?Stancja?
-To pierwsze.
-Rozumiem.
-A ty?
-Mieszkanie. No i mieszkam sam.
-A rodzice?
-Dołożyli mi, jak zaczynałem studia.
-Więc nie pochodzisz stąd?
-Nie.Grodzisko. A ty?
-Krosno. Właściwie okolice.
-Na którym roku?
-Drugi.
-Ja czwarty. Fizykoterapia i masaż. A ty?
-Socjologia. Zobaczymy czy wytrzymam.
-Pewnie, zdolna z Ciebie dziewczyna.
-Dlaczego tak myślisz?
-Nie wiem...heh, takie odniosłem wrażenie. A mylę się?
-Sama nie wiem...nie narzekam na swoje zdolności, a jak już to bardzo żadko...
-Ja jestem doniczego. Nawet sprawę z dziewczyną schrzaniłem.
-Co się właściwie stało?
-Spędziłem wieczór z kumplami przy piwie, zamiast z nią.Nie lubi ich, dlatego się wściekła.
-Nie rozumiem jak tak można...
-Widzisz, ja też nie. Nie zrobiłem nic złego a nawet chciałem przeprosić.A ona to olała.
-Przykro mi...
-Mi też...ale...miałem dosyć tego jej tonu. Byliśmy razem 6 miesięcy, a ostatnie 3 to prawie same kłótnie.
-Kochasz ją?
 Monika zdała sobie sprawę że nie powinna zadawać tego pytania.Jednak on odpowiedział:
-Sam nie wiem, to raczej było puste zauroczenie.Jednak było mi przykro kiedy odchodziła. Miała mnie za zabawkę, za kogoś kogo można ranić, a potem wracać tak, jakby nigdy nic się nie stało...
-Rozumiem.
-Przepraszam, że tak Ci się żalę.Poprostu...
-Oj, nie przepraszaj.Chętnie Cię wysłucham, choć na zranione serce lekarstwa niestety nie mam.
-Ja też nie, a szkoda. Taka miła dziewczyna jak ty, pewnie ma chłopaka?
-Nie...
-A to dlaczego?
-Tak wyszło...poprostu.Widocznie nie zasługuję na to...
 Marcin zauważył, że Monika nagle posmutniała.
-Nie chciałem Cię urazić.
-Nic nie szkodzi. Nie uraziłeś.To ja mam pecha.
-Dlaczego tak sądzisz?
-Nie mam szczęścia, jeśli chodzi o chłopaków. Kiedy miałam 16 lat uciekałam na noc z domu do chłopaka który mi się podobał. Ale że był starszy to moi rodzice gdy tylko mnie przyłapali...jednym słowem nie mogłam się z nim spotykać. To po raz pierwszy w pewien sposób zraniło moje uczucia.Potem była seria nieudanych związków, złamane serce i wogóle...Faceci ranili mnie, a ja czułam potem że to ze mną jest coś nie tak i coraz bardziej zamykałam się w sobie. Rodzice mi dokuczali, bo nieraz potem nie wracałam na noc do domu.Ale...
-Ale? Mów dalej.
-Sama dałam sobie spokój.Nikogo nie szukałam a teraz jestem sama.Źle mi z tym , bo w końcu chciałabym mieć kogoś, komu będzie na mnie zależało, kto przytuli, powie że mnie kocha i...że będzie ok, że przy nim będę bezpieczna.
-Wrażliwa duszyczka z Ciebie.
-To źle?
-Nie...coraz mniej takich ludzi. Dziewczynomn już nieraz nie wystarcza słowo i bliskość chłopaka.
-Nie wszystkie takie są.
-Wiem. Ale jeszcze takiej nie spotkałem.Nie licząc Ciebie, z tego co widzę.
-Nie znasz mnie.
-Ale powoli poznaję.Już naprzykład wiem, że w dzieciństwie nie było Ci łatwo,skoro uciekałaś i miałaś ostrych rodziców prawda?
-Niestety tak.
-Niech zgadnę...żadnych imprez i wogóle?
-Nie pozwalali mi wychodzić. A znajomi w tym czasie świetnie się bawili.
-Żałowałaś?
-Tak...okropnie.
-Współczuję...
-Teraz już jest zapóźno, nie mogę cofnąć czasu i tego zmienić.
-Co robisz poza studiami?
-Hmm...weekendy w barach ze znajomymi, albo w akademiku,,,ewentualnie wypady z koleżankami. A ty?
-To samo.Bar, czasem w weekendy pracuję w La Fiesta.Wiesz gdzie?
-Hmm...mniej więcej.
-Polecam.
 Monika nagle popatrzyła na zegarek.Była już spóźniona na zajęcia.
-O kurcze...
-Coś się stało?
-Już 10,30, pół godziny zajęć.
-Chcesz iść?
-Sama nie wiem...
-Mam propozycję, ale zrozumiem jeśli odmówisz, w końcu...
-Jaką?
-Jeśli miałabyś ochotę...To zapraszam na spacer, potem obiad lub pizza, a na koniec kino.Co ty na to?
-Plan na cały dzień?
-Poznałem miłą dziewczynę, chcę ją poznać.
 Marcin uśmiechnął się promiennie. W tym uśmiechu było coś, co ją urzekało. Rozum podpowiadał jej, żeby biegła na zajęcia i zostawiła nieznajomego.Jednak...czuła, że to w pewien sposób może być przeznaczenie. Pozatym nic nie straci, w każdej chwili będzie mogła odejść.A Marcin, był taki miły i przystojny...jeśli odejdzie, straci okazję żeby go poznać...
-Dobrze.
-Zgadzasz się?
-No tak.